niedziela, 9 września 2012

Prolog



   „(…) Zgiełk i wrzawa, wrzawa zgiełkiem popędzana, zgiełk u wrzawy wrót się stawił i nowy rok w Hogwarcie sławił.” Neville Longbottom nieco speszony wzrok utkwił w czubkach błyszczących bucików z kokardkami zawiązanymi w sposób niemal matematycznie symetryczny. A wypolerowane były z tkliwą czułością poprzedniego wieczoru. Młodzieniec nieudolnie próbując ukryć speszenie przeglądał się swemu odbiciu w ich blasku. Wnet kłująca cisza poprzecina została radosnymi okrzykami i gwizdami, a twarze zgromadzonych wykrzywił grymas zadowolenia. Z pewnością  owa chwila milczenia była wypełniona do ostatniej sekundy podziwem i wytwornym dostojeństwem. Tylko Severus Snape z zatwardziale niewzruszonym wyrazem twarzy (tak sobie upodobanym i wytrwale wyćwiczonym), jakby zupełnie nieprzyjęty rozgrywającą się sytuacją (a przecież zapędy humanistyczne nie były czymś codziennym w świecie magii i czarodziejstwa) uważnie przyglądał się nowo przybyłym. Nie upatrywał sobie w nich jednak potencjalnej kruchej ofiary (a czynił to rokrocznie, ustanawiając dni takie jakoby swoistą tradycją). Natknął się w tym poszukiwaniu na nazbyt śmiałe, wyraźne zaintrygowane spojrzenie pewnej uczennicy. Policzki jej były blade z różowymi tylko wybrzuszeniami, które nieskutecznie próbowała zatuszować warstwą pudru. Nos zadarty ku górze usiany miała nieskończoną ilością cynamonowych kropeczek, co w świecie mugolskim uchodziło za piegi; jakże rozkoszne i jakże urocze. Tutaj świadczyły jednak o zdolnościach nieprzeciętnych i nadmiernej trudności charakteru. Snape zsunął ku sobie brwi i wyraźnie zaciekawiony tą nieświadomą niczego osóbką uderzył opuszkami palców w potężny blat stołu. Czekał na jej ruch. Gotów był nawet… odpowiedzieć uśmiechem.




Witajcie. To tylko prolog i nie wnosi niczego szczególnego. Przedstawię Snape’a trochę inaczej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz