„(…) Zgiełk i wrzawa, wrzawa zgiełkiem popędzana, zgiełk u
wrzawy wrót się stawił i nowy rok w Hogwarcie sławił.” Neville Longbottom nieco
speszony wzrok utkwił w czubkach błyszczących bucików z kokardkami zawiązanymi
w sposób niemal matematycznie symetryczny. A wypolerowane były z tkliwą
czułością poprzedniego wieczoru. Młodzieniec nieudolnie próbując ukryć speszenie
przeglądał się swemu odbiciu w ich blasku. Wnet kłująca cisza poprzecina
została radosnymi okrzykami i gwizdami, a twarze zgromadzonych wykrzywił grymas
zadowolenia. Z pewnością owa chwila
milczenia była wypełniona do ostatniej sekundy podziwem i wytwornym
dostojeństwem. Tylko Severus Snape z zatwardziale niewzruszonym wyrazem twarzy
(tak sobie upodobanym i wytrwale wyćwiczonym), jakby zupełnie nieprzyjęty
rozgrywającą się sytuacją (a przecież zapędy humanistyczne nie były czymś
codziennym w świecie magii i czarodziejstwa) uważnie przyglądał się nowo
przybyłym. Nie upatrywał sobie w nich jednak potencjalnej kruchej ofiary (a
czynił to rokrocznie, ustanawiając dni takie jakoby swoistą tradycją). Natknął
się w tym poszukiwaniu na nazbyt śmiałe, wyraźne zaintrygowane spojrzenie
pewnej uczennicy. Policzki jej były blade z różowymi tylko wybrzuszeniami,
które nieskutecznie próbowała zatuszować warstwą pudru. Nos zadarty
ku górze usiany miała nieskończoną ilością cynamonowych kropeczek, co w świecie
mugolskim uchodziło za piegi; jakże rozkoszne i jakże urocze. Tutaj świadczyły
jednak o zdolnościach nieprzeciętnych i nadmiernej trudności charakteru. Snape
zsunął ku sobie brwi i wyraźnie zaciekawiony tą nieświadomą niczego osóbką uderzył
opuszkami palców w potężny blat stołu. Czekał na jej ruch. Gotów był nawet…
odpowiedzieć uśmiechem.
Witajcie. To tylko prolog i nie wnosi niczego szczególnego.
Przedstawię Snape’a trochę inaczej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz